You are currently browsing the tag archive for the ‘domowa szkoła architektury’ tag.
Dziś prezentuję niezwykłe budowle 6-cio letniego chłopca, którego mama prowadzi dwa blogi: Małe i większe formy oraz tektura & papier i dzięki której możemy oglądać te cuda. A na koniec domek dla misiów – wykonany na początku lat 80-tych przez tatę owego 6-latka i jego brata. Zdolna rodzina…
This unusual structures were built by 6-year old boy whose mother write two blogs: Małe i większe formy and tektura & papier. The last picture shows the house for a teddy bears – made in the early 80′s by dad of this 6-year-old and his brother.










Kolejny tydzień z kaszlem, katarem i co najgorsze bezmierną nudą… Ale i nuda może zmusić do kreatywności. Zdjęcia i tekst: Aleksandra Hrycyk
Najpierw, zupełnie spontanicznie, powstał “Lunapark” z huśtawkami, konikami, zjeżdżalniami i wszystkim, o czym się marzy będąc przymuszonym do siedzenia w domu. Później, wyposażeni w dodatkowe materiały do budowy, budowaliśmy tratwy, wieżowce i “cosie”. Następny był konkurs na najwyższą wieżę. A na koniec najlepsze: mogliśmy to wszystko…schrupać.
Zdjęcia: Alicja Szwinta-Dyrda






Już od rana na podwórzu/ wśród patyków i wśród liści/ przycupnęli nad kałużą/ pracowici kałużyści. Danuta Wawiłow “Kałużyści”. Tym razem w roli kałużystów: Jaś i Marysia. Zdjęcia i tekst: Aleksandra Hrycyk.
Na podwórku, nawet tym najuboższym, nie sposób się nudzić. Zamiast robić zwykłe babki z piasku można zbudować tor wyścigowy z tunelami i stromymi podjazdami, fortecę, zoo, ogród… Parkingi, ulice, mosty powstają w mgnieniu oka i to bez “specjalistycznych narzędzi”.
A kiedy po deszczu pojawią się wielkie kałuże czas na praktyczną naukę budowy wałów, tam, kanałów i mostów.
Dwie liny – setki rozwiązań: huśtawka, kosz do wrzucania (gdy przywiążemy jakiś pojemnik), wspinaczka, ślizganie, teatrzyk… Wszystko zależy od inwencji dzieci. Łatwy sposób na szybką zmianę w przestrzeni. Zdjęcia: Alicja Szwinta-Dyrda



Z dziećmi budować można również element placu zabaw, np. huśtawki. Zdjęcia: Alicja Szwinta-Dyrda



Plastelina to obowiązkowy zakup każdego rodzica. Producenci kuszą nas ogromnym wyborem kolorów. Ale co zrobić gdy się wymieszają i stworzą bezkształtną masę? Podpowiedź naszych ekspertów – Jasia i Marysi. Zdjęcia i tekst: Aleksandra Hrycyk
To bardzo prosta i zajmująca maluchy zabawa. Grunt stanowi plastelina – w każdym domu, gdzie są dzieci na pewno znajdzie się mnóstwo resztek plasteliny pozostałych po innych pracach.
Z pomocą patyczków można zbudować na niej wszystko począwszy od drapaczy chmur, poprzez labirynty, mikro- place zabaw itp.
Mając odpowiednie narzędzia można wydłubać studnię, rzekę, ulepić wzgórze. Brakuje jeszcze tylko malutkich mieszkańców, którzy zechcieliby tam zamieszkać.
Nie będę tu opisywać fenomenu Facebook’a. Sama korzystam z możliwości dotarcia do dużej liczby osób w ten sposób. Jest to również miejsce, gdzie znajduję informacje o ciekawych wydarzeniach lub artykułach. Jest jednak jedna grupa, która zauroczyła mnie całkowicie i o której muszę napisać. Grupa nazywa się… uwaga… “Jak byłem mały to robiłem bazę z foteli i koców…” i jest moderowana przez Tomka Bulińskiego. Sam fakt istnienia takiej grupy już wydaje się ciekawy, ale jeszcze ciekawsze jest to, że do grupy należy (na dzień dzisiejszy, ale liczba ta ciągnie rośnie) 15.943 członków!! Na tablicy pojawiają się wpisy ze wspomnieniami z dzieciństwa – kto, co i z czego budował. Tysiące wpisów… Bo trzeba przyznać, że budowanie bazy/ domku/ szałasu było jedną z naszych podstawowych zabaw. A ktoś mi dzisiaj powie, że “architektura” jest za trudna dla dzieci ;)
Zapraszam do lektury – na pewno znajdziecie tam wiele ciekawych pomysłów na zabawy z Waszymi dziećmi i powspominacie stare, dobre czasy…
Po raz kolejny odwiedzamy Janka i Marysię. Tym razem w zimowej scenerii. Co oferuje nam zima poza sankami i nartami? Mnóstwo okazji do zabawy i… budowania. Zdjęcia i tekst: Aleksandra Hrycyk.
Tej zimy zarząd naszego osiedla niechcący zrobił dzieciom prezent i przez cały sezon na naszym podwórku wysypywano śnieg i lód zbierany przez sprzątające maszyny z chodników. Dzięki temu powstała imponująca góra. Zupełnie dzika i niebezpieczna. Bardzo inspirująca.
Janek buduje szałas na śniegu. Kilka patyków wbitych w podłoże – można powiedzieć, że to mało efektowne. Jednak w pracy/zabawie dziecka efekt nie jest najistotniejszy. Ważny jest sam proces tworzenia. Najpierw wybór odpowiedniego miejsca: szukamy takiego, gdzie śnieg jest miękki, żeby było łatwo umocować patyki. Musi być też z dala od ścieżki, żeby nikt go nie zniszczył, no i jeszcze żeby widać go było z okna.
Potem zbieranie materiału do budowy. Gałęzie mają różne kształty, grubość, sztywność. Mogą pełnić różne funkcje – jedne stanowią konstrukcję, inne pokrycie. A jeśli śnieg jest twardy, jak ułożyć patyki żeby konstrukcja się nie zawaliła?
Co jeszcze można zrobić z patyków na śniegu? Most! Czy wytrzyma kiedy na nim stanę? A jeśli położę kilka gałęzi?
A może wykuć jaskinię w bryle zmrożonego śniegu? Można też narysować coś wielkiego na świeżym śniegu. Taki rysunek inaczej wygląda z bliska, a inaczej z daleka.
Dużo pytań i poszukiwanie odpowiedzi na nie, obserwacja otoczenia, ocena właściwości różnych materiałów, planowanie i zauważanie skutków podjętych decyzji.
Dzieci + zapałki = pożar? Niekoniecznie!
Dziś pierwszy artykuł z cyklu Domowa Szkoła Architektury.
Zdjęcia i tekst: Aleksandra Hrycyk.
Powinnam zacząć od przedstawienia nas: Janek ma lat 5 i pół. Zwykle w ciągu dnia jest w przedszkolu, ale bywają i takie szczęśliwe dni kiedy jesteśmy w domu razem i poza rzeczami koniecznymi do zrobienia możemy zająć się tym co lubimy. Marysia ma lat 3 i pół i jest ze mną oraz roczną Martusią w domu. Mama i tata są po drugiej stronie aparatu, więc nas na zdjęciach nie widać :).
Dzieci nie potrzebują koniecznie drogich zabawek (choć nie neguję walorów wielu z nich).
Najlepsze zabawki są proste i można tworzyć z nich wiele różnych rzeczy. Wyzwala to w dzieciach chęć tworzenia i ostatecznie daje zadowolenie ze zrobienia „czegoś z niczego”.

Jaś buduje z pudełek skomplikowane wieże, studnie, tunele. Dwa lata młodsza Marysia woli małe wieże i ulice, ale zdecydowanie bardziej wciąga ją kolejny etap zabawy: plastelina i patyczki. To dzieci zawsze lubią i zadziwiają pomysłowością.

A na koniec… wszystko burzymy, żeby następnym razem zbudować coś nowego.






